zdj. Viktarna szczęście to nie koromysła wrzynają się w dziecięce ramiona
a woda z rozhuśtanych wiader oblewa bose stopy
to nie łowcy głów łomoczą do drzwi
by ustawić na baczność rozespaną rodzinę
kiedy pada słowo Sosenka
to las na wyciągnięcie ręki i rzeka zbyt szeroka by się nie bać
zapach grzybów w koszach i smak żurawiny
zmrożonej pierwszym liźnięciem listopada
to zapomniany pamiętnik na parapecie okna
kurz piaszczystej drogi skrzypienie nie domkniętej furtki