wtorek, 23 kwietnia 2013

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

ANNA GERMAN



Trzeba było serialu o ANNIE GERMAN, żeby w naszym kraju ożyła o niej pamięć, żeby znowu poleciały w eter mądre słowa jej piosenek. Obserwuje się wzmożony ruch w Internecie, kolorowe czasopisma prześcigają się w notkach i zdjęciach na temat Anny i jej rodziny, na światło dzienne wychodzi odkurzona książka o piosenkarce, w ruch wprawia się płyty z jej słowiczym głosem - rusza komercja. Wykorzystuje się dobry czas na zrobienie niemałych pieniędzy.
W sali koncertowej Radia Wrocław organizują wspomnienie o artystce – 1,5-godzinny spektakl słowno-muzyczny ‘Wędrująca Eurydyka Anna German’. Ceny biletów dużo wyższe od biletów na spektakle operowe. 
Z niecierpliwością czekam na niedzielny wieczór. Ciekawi mnie, jaką strawę duchową przygotowali, które spośród setki smaczków wyeksponują, na ile zachwyci mnie ostateczny smak serwowanych muzycznych specjałów.
Chyba jednak za dużo sobie obiecywałam. Już na samym początku pojawiło się moje rozdrażnienie spowodowane niewyraźnie dolatującymi słowami narratorki, która prowadziła program. Niewiele skorzystałam. Może to wina nagłośnienia, może nieodpowiednia akustyka sali, a może mój niezbyt dobry słuch i miejsce w jedenastym rzędzie od sceny, pozbawiły mnie słownej części spektaklu. Szkoda, bo lubię poezję, liczyłam też, że z czytanych wspomnień i listów Anny z podróży dowiem się o niej czegoś nowego.
Nadrobiła to nieco część muzyczna, z pięknym śpiewem Agnieszki Babicz. Były miedzy innymi Eurydyki tańczące, Człowieczy los, Malagenia, La mamma, Tango d'amore, Greckie wino, a także zaśpiewane po rosyjsku Gori, gori, Wychodzę sama na drogę… Piosenki zaśpiewane bardzo ładnie, zmysłowo, ale zabrakło tego dreszczyku, jaki potrafi przelecieć po plecach, gdy coś zachwyci mnie do głębi duszy. Zrobił to dopiero głos Anny German, który popłynął na zakończenie z pustej przestrzeni sceny. 
ONA JEST PO PROSTU NIEZWYKLE ORYGINALNA, JEDYNA W SWOIM RODZAJU… I NIE DO PODROBIENIA.

czwartek, 18 kwietnia 2013

sobota, 30 marca 2013

RADOSNEGO ALLELUJA!




baranek biegł na pogrzeb
najwcześniej przed świtaniem
płakała trawa niemrawa że nie mogła ruszyć się sama
lilie białe jak ręce matki omdlałe
róże czerwone jak uszy zawstydzone
nie zdążył już na pogrzeb
wpadł na zmartwychwstanie
grób murowany jak bomba się rozleciał
baranek choć nie zdążył z radości się rozbeczał


(NA POGRZEB JEZUSA -  ks Jan Twardowski)



środa, 27 marca 2013

ŚWIĘTA TUŻ, TUŻ...





...stąd przyśpieszony proces produkcyjny, żeby zdążyć na czas. Poczta Polska ma ważne zadanie i zobaczymy, czy wywiąże się z niego terminowo.

Misterne wycinanki, podarowane mi kiedyś przez Skrzatkę, znalazły w końcu zastosowanie. Mam nadzieję, że  recyklingowe jajeczka nie pozbawiły ich uroku.

poniedziałek, 25 marca 2013

ZIMOWA WIOSNA















Zima z wiosną w zmowie. Zamiast wysypu wiosennych kwiatków francuskie Prapoutel - miejsce naszego zakwaterowania - powitało nas świeżym śniegiem.  Wyratrakowane wieczorem trasy zjazdowe schowały się pod półmetrową warstwą nowego puchu, temperatura spadła, słońce schowało się za chmurami. Jazda w głębokim śniegu do łatwych nie należy, ale trzeba było sobie radzić. W końcu przyjechaliśmy na narty.  Jakoś poszło - pierwsze koty za płoty! W kolejnym dniu śnieg nam przyklepali, ale żeby nie było za nudno, w górnych partiach gór wiało niesamowicie. Była też śnieżna zadymka, potem jeszcze mgła, jak mleko, a w końcu na osłodę poprawa pogody i dużo słońca. Takiego urozmaicenia pogodowego, do tego w tak krótkim czasie - byliśmy tydzień - dawno nie doświadczałam. 
Godne polecenia są przepiękne trasy zjazdowe o zróżnicowanym stopniu trudności. Stacja narciarska Les 7 Laux składa się z trzech miejscowości: Le Pleynet, Pipay i Prapoutel. Naprawdę jest z czego wybierać. Dotarliśmy wszędzie :)