niedziela, 18 maja 2014

TORBA TRENINGOWA



Lekcja naszywania aplikacji zaliczona!
'Próba nie strzelba', jak powiadają. Gdyby poszło coś nie tak, nie byłoby szkoda, bo trening odbywał się na kawałku lnu odzyskanego ze starej spódnicy. Na razie proste domki, bez okien i drzwi - te należy zobaczyć oczyma wyobraźni, bo to noc przecież ;) - ale w zamyśle powstają już nowe, trochę ambitniejsze.
Tym oto sposobem, coś co miało wylądować na śmietniku znalazło swoje nowe życie. Torba treningowa stała się ekologiczną torbą na zakupy :)

piątek, 9 maja 2014

NA SZCZĘŚCIE


Koniczynki: trzy czterolistne i jedna pięciolistna.
Czy się poszczęści? 
Pożyjemy, zobaczymy :)

środa, 7 maja 2014

KARTKI KWIATOWE







Zaczęło się od jednej kartki i tak jakoś wyszła kwiatowa seria.
Materiały: karton, papier czerpany, organza, papiery z odzysku, koraliki,
nożyczki, klej, płonąca świeca do utrwalania płatków kwiatowych,
no i oczywiście dobre chęci i odrobina serca.

wtorek, 6 maja 2014

ROWER



Żółcą się rzepaki, lilaki czarują kolorami, drzewa owocowe rozrzucają delikatne płatki, wszystko pachnie i łaskocze nozdrza wszechobecnym pyłkiem kwiatowym. Czas na rowerowe aromaterapie. Moja pierwsza już zaliczona, oczywiście będą następne. Trzeba się śpieszyć, bo wiosna ucieka :)

Oglądając zdjęcia wiosennej Warmii, widzianej z siodełka wuszkowego Zygfryda, wpadła mi do głowy wydzierankowa kartka. Papiery z recyklingu, rower z wykrojnika i gotowa kartka pocztowa, na której można słać pozdrowienia z rowerowej eskapady.

niedziela, 27 kwietnia 2014

KACZUSZKI





Mięciutka kaczuszka... zapewni maluchowi  miłe towarzystwo, przytuli do snu, wysłucha sekretów, pocieszy, jak będzie taka potrzeba. 

sobota, 12 kwietnia 2014

czwartek, 3 kwietnia 2014

WIOSNA W ALPACH

SUPERDEVOLUY - widok z naszego balkonu







w dolinie widoczne LA JOUE DU LOUP

akcja ratownicza na stoku z udziałem helikoptera




pod śniegiem zaczynają się budzić alpejskie rośliny


Jadąc na narty w Alpy nie wierzyliśmy, że przy takim cieple w dolinach zastaniemy jeszcze śnieg, który nadawałby się do kontaktu z nartami. Jakby potwierdzeniem naszych obaw był padający w podróży deszcz i w wyobraźni jawił się nam widok spływających resztek umorusanej śniegowej bryi. Humory poprawiały się z każdym kilometrem przybliżającym nas do celu. Ulewny deszcz zamieniał się w gęsty śnieg. Dobrze, że samochód miał jeszcze zimowe obuwie, że nie dał się zwieść wiosennym upałom w dolinach. 
Mimo przywiezionego z domu niedowiarstwa wiosnę powitaliśmy nad wyraz zimowo. Rano wszystkie samochody na parkingu odpoczywały pod puszystymi białymi pierzynkami, my zaś oślepieni wszechobecną bielą udaliśmy się na powitanie stoków. Mieliśmy przed sobą sześć dni szusowania.
Dzięki łaskawości niebios puchu nadal przybywało, nocne przymrozki trzymały śnieg w ryzach, nogi trzymały się nart, narty trzymały się trasy - wszystko szło w dobrym kierunku. W takim duchu dotrwaliśmy do końca i cali i zdrowi, przy tym nieziemsko zadowoleni, wróciliśmy do domu.